Regaty Epifanes Trophy 2012

Tradycyjnie w drugi weekend września odbyła się kolejna, dziesiąta już edycja Międzynarodowych Regat Oldtimerów EPIFANES TRPHY 2012. W czwartkowe popołudnie w porcie w Trzebieży zebrała się rekordowa liczba uczestników – 86 jachtów startujących w klasach Oldtimer (jednostki stalowe i drewniane zbudowane przed 1970 rokiem – 14 jachtów) oraz Youngtimer (jednostki z dowolnego materiału starsze niż 25 lat – 59 jachtów). Pozostałe jachty miały status jednostek towarzyszących. Podobnie jak w poprzednich latach trasa regat wiodła z Trzebieży przez Zalew Szczeciński i Kleine Haff do Ueckermunde w piątek, a kolejnego dnia bieg powrotny do Szczecina.

Już czwartek był wietrznym dniem, zaś na piątek prognozy były jeszcze gorsze: wiatry z ćwiartki zachodniej o sile 5-6B wzrastające do 7-8B stan Zalewu 3, deszcz. Jachty startujące w regatach to poza wyjątkami jednostki balastowe zatokowe i morskie, sprawdzone konstrukcje z lat kiedy wysokość stania i ilość toalet nie była wyznacznikiem jakości jachtu. Mimo to zastanawialiśmy się ile jednostek podejmie wyzwanie pokonania trasy ok. 20 Mm pod silny wiatr i stromą, krótką zalewową falę. Na linii startu pojawili się wszyscy bez wyjątku uczestnicy, włączając w to najmniejsze, niespełna 6 metrowe jednostki oraz piękną, drewnianą DZ-tę. Brawo żeglarze! Przy starcie asystował statek SAR – Tajfun z Trzebieży, a osłonę regat zapewniała łódź hybrydowa Zachodniopomorskiego WOPR.

Przeprowadzenie procedury startowej przy tak silnym wietrze i słabej widoczności nie jest proste. Dodatkowe komunikaty startowe Komisja podawała przez UKF. O 1100 pierwsi ruszyli seniorzy klasy Oldtimer, a zaraz za nimi rozciągnęła się w długi szereg flotylla Youngtimerowców. Ostatnie wyruszyły jednostki towarzyszące. Wiała „tłusta” piątka, w szkwałach 6B. Większość zarefowała groty i postawiła małe sztaksle, jednak niektóre jednostki niosły pełny zestaw żagli. Kiedy zobaczyłem Wygę – Rasmussena z 1936 roku jak ciągnie salingi w wodzie, a załoga stoi w pionie na bocznej ściance kokpitu, zastanawiałem się, nie bez obaw, jak będą wyglądały te jubileuszowe regaty?

Pierwszą część trasy po polskich wodach Zalewu Szczecińskiego wiodła pod osłoną cypla nowowarpieńskiego. Jachty żwawo żeglowały pełnym bajdewindem, pięknie pochylając żagle i rozbijając dziobami fale. To właśnie krótkie i strome fale były głównym wrogiem skipperów, hamując silnymi uderzeniami bieg jachtów. Jednak dopiero przy granicy państwowej, już poza osłoną lądu jachty wystawione zostały na pełną siłę wiatru i fal. Dodatkowo trasa na tym odcinku wiodła dokładnie pod wiatr. Drobny i przelotny deszcz o tyle nie stanowił problemu, że załogi i tak były dokładnie zmoczone przez wchodzące na pokład „dziady” i bryzgi rozbijanych fal. Liczne zwroty w takich warunkach, to nie jest rozsądna taktyka. Dlatego wszystkie jachty założyły długi hals by po jednym zwrocie wejść na kolejny znak kursowy i już pełniejszym wiatrem podążyć na podejściówkę UEM do Uckermunde.

Na czoło, co zrozumiałe wysunęły się największe jachty, ale wśród nich doskonale radził sobie także Cappuccino – klasyczny drewniany Nordic Folkboat z zakładkowym poszyciem. Na 17.00 przewidziano zamknięcie mety i zdecydowana większość jednostek zdążyła w tym czasie ją przekroczyć. WOPR interweniował jedynie raz pomagając jednej jednostce uwolnić się z sieci rybackich, na które wpłynęła po urwaniu się fału. Dwa jachty zawróciły do Trzebieży. Reszta bezpiecznie dotarła do Uckermunde. Oldtimerowcy możecie być dumni ze swoich jachtów!

W klubie naszych żeglarskich przyjaciół w Uckermunde zmęczone załogi miały możliwość zregenerować siły przy tradycyjnym niemieckim bratwurście z grilla i zimnym piwie oraz odreagować stres przy tańcach i muzyce w przytulnej klubowej Gaststatte. Pogoda zaczęła się poprawiać i wieczór w Yacht Klubie Ueckermunde był już bardzo ładny i spokojny. Mimo perspektywy bardzo wczesnego startu zabawa w Klubie trwała do późnej nocy.

W sobotę o pogańskiej godzinie jachty w wielkim pośpiechu ruszyły na start. Nie wszystkim udało się zdążyć na 8.00. Utyskiwania na bezlitosną Komisję nie miały końca. Jednak pogoda jaka pokazała się w ten sobotni poranek nad Kleine Haff rozpromieniła nawet najbardziej ponure serca. Słońce, piękne chmurki, wiatr 4B z baksztagu – po prostu marzenie każdego żeglarza. Nad pokładami wyrósł las spinakerów, choć byli i tacy, którzy po traumatycznych przeżyciach dnia poprzedniego nie rozrefowali nawet grota. Jazda piękna, bez jednego zwrotu na metę przy boi TN-A. W południe wiele załóg posilało się już rybką w Trzebieży. I potem jeszcze dokładka tej wspaniałej żeglugi w drodze do Szczecina do Mariny Hotele na zakończenie regat. Wieczorem o 20.00 w restauracji w Marinie ogłoszono wyniki regat, które możecie poznać w poniższej tabelce i rozpoczął się kolejny wieczór wspólnej zabawy przy suto zastawionych stołach i skocznej irlandzkiej muzyce.

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim kolegom z Yacht Klubu Polski Szczecin oraz Yacht Clubu Ueckermunde, którzy pomagali przy organizacji regat, a także firmom: Epifanes, Marina Hotele, Sika, Skaut oraz Miastu Szczecin za wsparcie naszej imprezy. Przede wszystkim jednak chciałbym podziękować żeglarzom, za znakomitą frekwencję, doskonałą atmosferę oraz sportową walkę. Do zobaczenia na regatach za rok!